„Piranesi” Susanna Clarke – recenzja

Długo oczekiwana nowa powieść autorki Jonathan Strange i Pan Norrell wreszcie trafiła w ręce stęsknionych czytelników. Sukces fantastycznej opowieści o brytyjskich magach dżentelmenach sprawił, że oczekiwana co do kolejnej książki były bardzo duże. Część fanów spodziewała się zapewne kontynuacji bestselleru, pozostali mieli nadzieję na coś nowego i świeżego. Czy Susanna Clarke zadowoliła miłośników swojej prozy?

Z pewnością nie jest to kontynuacja Jonathana Strange i Pana Norrella, ale pewne elementy fabuły, na przykład poszukiwanie dawnej magii, odrzuconej przez współczesnych, zaślepionych postępem, mogą sugerować, że jest to ten sam świat, nie całkiem realny i nie do końca magiczny.

Rzecz dzieje się współcześnie, gdzieś między 2011 a 2019 rokiem, a miejscem akcji jest tajemniczy, niekończący się Dom. Mieszka w nim tylko dwoje ludzi, Piranesi i Ten Drugi. Dom wypełniają różnego rodzaju i wielkości rzeźby, poustawiane na cokołach i wyrastające ze ścian. Żyją w nim ptaki, a w salach znajdujących się na parterze, często zalewanych przez morskie przypływy, można łowić ryby, zbierać małże i wodorosty. Piranesi spędza całe dnie na badaniu kolejnych sal, obserwowaniu pływów, gromadzeniu pożywienia, a także pomaga Temu Drugiemu w odnalezieniu tajemnej wiedzy przodków, która musi być ukryta gdzieś w Domu. Wszystko skrzętnie zapisuje w swoich dziennikach.

Pierwsze wrażenie płynące z lektury to uderzające wręcz podobieństwo do głośnej mangi Blame!, w której to bohater wędruje przez wyludniony, postapokaliptyczny świat, z rzadka tylko spotykając inne istoty. Szybko jednak pojawiają się wątpliwości. Jeśli nastąpił armagedon, który przetrwali tylko ci dwaj, jaki cudem Ten Drugi ma zawsze nieskazitelne, czyste i wyprasowane ubranie. Skąd bierze te wszystkie rzeczy, którymi obdarowuje Piranesiego, i gdzie znika w te dni, kiedy się z nim nie spotyka?

Wyjaśnienia są dwa. Albo Clarke nie przemyślała tego do końca, pisząc książkę na zamówienie, albo jest w tym wszystkim ukryte drugie dno. Oczywiście prawidłową odpowiedzią jest ta druga. Sytuacja zaczyna się komplikować, a bohaterowie okazują się nie być tym, kim wydawało się, że są. Niewiele się tu dzieje, może raptem jeden gwałtowniejszy fragment pod koniec powieści, ale napięcie, jakie pojawia się między tą dwójką, gdy Piranesi zaczyna odkrywać prawdziwą naturę swojego towarzysza, niezwykła atmosfera Domu, sprawiają, że czyta się z zapartym tchem.

Piranesi to świetna powieść balansująca na pograniczu kilku gatunków literackich. Poza skojarzeniami z Blame!, równie oczywiste są nawiązania do klasyki dziecięcej fantasy, do Opowieści z Narnii. Dom przypomina miejsce, do którego trafili bohaterowie Siostrzeńca Czarodzieja. Sam Piranesi wspomina o tym, że śniła mu się dziewczynka rozmawiająca z Faunem w środku zimowego lasu. Wątek równoległych światów i jego odarcie go z magii, sielankowości przywołuje znowuż Czarodziejów Leva Grossmana. Relacja między Piranesim a Tym Drugim to niemal książkowy przykład syndromu sztokholmskiego. Mamy tu więc także thriller psychologiczny, rozdwojenie, a wręcz potrojenie jaźni Piranesiego, w którym u końca tej historii funkcjonują już trzy różne osobowości. A wszystko to spajają ramy powieści uniwersyteckiej.

Lekko ironiczny styl Clarke, przejawiający się w kreowaniu odrobinę przerysowanych postaci, niepozbawiony też sporej dawki mroku i specyficznego poczucia humoru, wyraźnie okrzepł. Autorka nie ukrywa faktu, iż bawi się literaturą i szeroko pojętą kulturą, eksperymentując z nimi. Robi to tak umiejętnie, że wyróżnia się na tle współczesnych pisarzy parających się fantastyką. Jest przy tym bardzo charakterystyczna, ale nie nudna. Lektura jej powieści i opowiadań to prawdziwa przyjemność. Susanna Clarke to marka, która nie zawodzi.

Mag, 2020


(Visited 879 times, 1 visits today)

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.