Julia Fiedorczuk

Pod słońcem

Nowa powieść Julii Fiedorczuk należy do tego rodzaju literatury, który niełatwo jest schwytać w szczypce krytyki. Niejednoznaczna i nierówna. Zachwycająca, wzruszająca, a nawet wywołująca łzy, ale też chwilami nudna i nużąca.

Pod słońcem jest napisana wyjątkowo pięknie. Fiedorczuk snuje opowieść bardzo plastycznie i obrazowo. Czytając kolejne rozdziały, ma się wrażenie że jest się tam, w środku, między bohaterami, albo, że autorka pisze o nas, o naszych bliskich, o kimś, kogo znaliśmy lub znamy. Idealnie przedstawione są nie tylko miejsca, sytuacje i postacie. Gdy Michał i Jasna spędzają krótkie wakacje na jednej z wysp, wtedy jeszcze jugosłowiańskiej, widzimy zmieniające się w ciągu dnia światło, czujemy nadciągającą niespodzianie burzę i niepowtarzalną atmosferę wybrzeża Adriatyku.

Fiedorczuk ma zdolność do opisywania i utrwalania w słowach rzeczy nieopisywalnych, które nie tracą przy tym na autentyczności. Jak, bez zbędnego rozpisywania się, opisać smak wina, tak by uderzało do głowy czytelnika? Autorka Pod słońcem wie jak to zrobić. Potrafi także uchwycić emocje, specyficzny rodzaj wrażliwość, uczucia, jakie wywołuje właśnie poznana ostateczność, pory dnia i roku, chwile, zazwyczaj przemijające wraz z mgnieniem oka.

Pod słońcem jest taką zwyczajnie niezwykłą powieścią. Fiedorczuk opowiada o rzeczach prawdziwych, normalnych, nawet jeśli w swojej narracji cofa się do czasów wojny i potworności, które miały wtedy miejsce. Pisze o codzienności, na którą składa się nieskończenie wiele pojedynczych osobistych historii, opowiadań, które piszemy sami, których zakończenia nie da się przewidzieć. Życie jest więc nie tylko pudełkiem czekoladek, ale też stale rosnącym zbiorem opowiadań.

Gdy patrzymy na nie z boku, wydają się błahe i niewiele znaczące, ale stanowią przecież fundament czyjejś rzeczywistości. Te opowieści rozgrywające się równolegle do naszej, często przecinają się gdzieś z naszą własną osią historii, wywierając na nią wpływ. Tak jak i my wywieramy wpływ na życie innych. Jedno słowo, jeden gest, niezauważone kierują nas na nowe ścieżki.

Mogłaby to być powieść bliska ideałowi, gdyby nie pewne drobnostki, które jednak maj wpływ na odbiór tej książki. Przede wszystkim powieść Julii Fiedorczuk jest trochę zbyt wtórna. Śledząc losy Michała i Miłki, oboje pochodzących z niewielkiej wioski gdzieś na kresach, czuje się, że to już kiedyś było, i to całkiem niedawno. Spokojne z grubsza życie w jako takiej symbiozie z naturą. Obowiązkowi wioskowi autsajderzy i dziwacy, których odmienność bywa niekiedy mylona ze świętością, a jest ich u Fiedorczuk aż w nadmiarze. Mentalność i moralność niewielkiej społeczności, wstrząsanej co jakiś czas lokalnymi tragediami. Rozbicie narracji na różnych bohaterów, zaburzenie chronologii i odrobina realizmu magicznego. To wszystko bardzo przypomina Dygot Małeckiego, a jeszcze bardziej Ślady tego samego autora.

Tak pięknie tuzinkową prozę życia według Fiedorczuk, kilkakrotnie i zupełnie niepotrzebnie, ubarwia wspomniany już realizm magiczny. Autorka ze szczegółami opisuje ten moment, ułamek sekundy, w którym umieramy. Dla umierającego trwa on jednak bardzo długo. Dusza uwalnia się i wędruje gdzieś tam, gdzie jej miejsce. W Pod słońcem na spotkanie umarłemu wychodzą bliscy niczym w Ostatniej bitwie C.S.Lewisa, gdy bohaterowie docierają w końcu do właściwej, prawdziwej Narnii, gdzie czekają na nich przyjaciele. Trochę to zbyt ckliwe i naciągane, zupełnie nieprzystające do reszty powieści. Znajdziemy tu też fragmenty zbyt przegadane, zwłaszcza pod koniec powieści. Na samym jej początku natomiast, zanim przywykniemy do sposobu prowadzenia narracji i dość obcesowego wrzucania w nią kolejnych, nowych postaci, łatwo jest się pogubić i zniechęcić do dalszej lektury.

Fiedorczuk zabrakło zdecydowania. Wiedziała, co chce przekazać, ale nie wiedziała już jak tego dokonać. Te wszystkie literackie ozdobniki trochę przysłaniają to, co w powieści najistotniejsze, czyli piękno życia wynikające z jego prostoty i różnorodności. Powieść, która mogła być jedną z bardziej interesujących i poruszających niemal wszystkie zmysły, jest ledwie dobra.

Wydawnictwo Literackie, 2020


(Visited 932 times, 1 visits today)

2 osoby skomentowały “„Pod słońcem” Julia Fiedorczuk – recenzja

  1. Ewa Franciszka mówi :

    Właśnie skończyłam wczoraj. I mam odczucia podobne do Pańskich. Zachwyt, ale i znużenie, szczególnie pod koniec. Czy nie miał Pan w trakcie czytania choćby małego przebłysku podobieństwa do powieści O. Tokarczuk „Dom dzienny dom nocny”? Chodzi mi o kreacje różnych bohaterów, nieprzystających do otoczenia.

    .

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.