Christy Lefteri

Pszczelarz z Aleppo

Wojna jest dziś hasłem, bezmyślnie wypisywanym przez protestujących, ewentualnie tematem, jednym z wielu, poruszanym na lekcjach historii. W każdym razie jest czymś obcym, czymś, czego nie jesteśmy w stanie w pełni pojąć, i niech tak pozostanie. Czasem jednak pojawia się ktoś taki jak Christy Lefteri, kto pomaga zrozumieć nam, jak to jest stracić wszystko.

Historia Nuriego i Afry, którzy zostają zmuszeni do ucieczki z rodzinnego Aleppo, opowiadana jest z perspektywy czasu, który wszystko, nawet to, co najgorsze, zmienia, zniekształca, poprawia tak, byśmy mogli z tym dalej żyć, by aż tak bardzo nie uwierało. Część opowieści przypomina więc nieco sen, trochę odrealniona, jakby widziana przez słoneczny filtr. Nie do końca wiadomo, co wydarzyło się na prawdę. Dwoje głównych bohaterów ucieka w swój własny świat.

Lektura Pszczelarza z Aleppo pozwala na chwilę wejść w skórę kogoś uciekającego przed wojną i zagładą. Wraz z bohaterami odczuwamy ból, niepewność, tak jak oni niepokoimy się o przyszłość, o to co przyniesie kolejny dzień, czy też pozostajemy zawieszeni w emocjonalnej próżni, dającej chwilowe ukojenie. Christy Lefteri nie opowiada jednak tylko o cierpieniu, ale także o sile ludzkiego ducha, o umiejętności dostosowywani się do nowych warunków i nadziei, która potrafi rozświetlić nawet największe ciemności.

Tę wytrwałość w trzymaniu się życia i wolę walki najlepiej pokazuje pszczoła uratowana przez Nuriego. Pozbawiona skrzydeł, porzucona przez pszczelą rodzinę, nie ma szans na przeżycie. A jednak z pomocą mężczyzny udaje jej się przetrwać. Ona również ratuje Nuriego i jego żonę. Ufnie wędrując po dłoni wybawiciela, przywraca wiarę w piękno i dobro. Sprawia, że w tym okrutnym świecie jak kwiat, na którym pszczoła znajduje nowy dom, zakwita delikatność i uważność, bez których nie będziemy w pełni ludźmi.

Christy Lefteri pisząc o uchodźcach pozostała obiektywna. Nie idealizuje ich i nie upiększa opowiadanej historii. Afra i Nuri, wędrując od jednego ośrodka do drugiego, spotykają przeróżne osoby. Ludzi, którzy utracili nadzieję i poddali się, szaleńców, tych, którzy chcą pomagać innym, ale także tych, którzy potrzebujących wykorzystują. Lefteri nie ocenia nikogo i nie pozwala na to również nam. Sam Nuri dopuszcza się czynów złych, niemoralnych, do których zmusiła go sytuacja.

Christy Lefteri  zrobiła dla uchodźców, nie tylko dzisiejszych, ale i przyszłych, znacznie więcej niż ktokolwiek dotąd zdziałał. Pomogła nam zobaczyć w uchodźcy człowieka, który tak samo jak inni boi się, kocha, nienawidzi, popełnia błędy, próbując odgruzować swoje życie, obrywa od losu czy wreszcie odnajduje odpowiednią ścieżkę.

Autorka pozwoliła przemówić tym, którzy na co dzień głosu nie mają. Czerpiąc garściami z historii własnej rodziny i poznanych uchodźców, skomponowała straszny, ale nie pozbawiony optymizmu obraz wojny i powodowanego przez nią exodusu tysięcy ludzi z różnych zakątków świata. Mimo potworności wojny, pustoszącej Syrię ukazanej tylko w kilku bardzo drastycznych odsłonach, nieustającego poczucia zagrożenia podczas ucieczki i wędrówki przez Europę, jest to powieść pełna ciepła i miłości tak bardzo kontrastujących ze śmiercią, zniszczeniem i przemocą towarzyszącymi bohaterom.

Wydawnictwo Literackie, 2020


(Visited 431 times, 1 visits today)

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.